HEADLINE PIACHEM W OCZY Uncategorized — 09 December 2011
Handlarz koni. Opowieść inspirowana legendą Steve Jobs ‘a

Steve był najlepszym sprzedawcą koni w całym powiecie Poock, a nawet dalej. Ktokolwiek chciał zrobić lepszy interes na sprzedaży swoich koni, ten stawiał na Steve’a i nigdy się nie zawiódł. Niewielu rozumiało ten business, na czym polega handel końmi. Czasem ktoś w desperacji pozbywał się swego stada koni w ten sposób, że decydował się na cenę jaką wyznaczał Steve. Ludzie jednak opowiadali, że Steve nigdy na tym nie stracił. Kupował po $12 za sztukę a sprzedawał po $15, przeciętnie. Byli świadkowie tych transakcji. Wszyscy handlujący końmi wiedzieli, że ten kto kupuje, ogląda konia dokładnie. Przygląda się czystości zwierzęcia, patrzy czy jest zadbany, czy sierść jest błyszcząca, czy śmierdzi może wieprzowym boczkiem lub słoniną. Ważny jest wygląd ogona, a zwłaszcza tego co pod nim, a także oczy i uszy, ich „żywość”, a potem nozdrza i ewentualnie substancja, która z nich się wydziela. Skaleczenia nóg lub owrzodzenia, oglądanie pachwin końskich, to wszystko stanowiło niejako abecadło handlu końmi, arkana wiedzy znane i uznane przez każdego stajennego. Wygląd kopyt końskich, wiek konia i wygląd uzębienia dopełniało reszty. Każdy więc kto chciał konia zbyć, wiedział mniej lub bardziej jak o niego zadbać. Krążyły o tym legendy. O Steve’ie i jego zabiegach o końskie kuracje odmładzające, krążyły legendy jeszcze bardziej fantastyczne. Jedna z nich dotyczyła zabiegów „nad końskim wiekiem”. Wszyscy wiedzieli, że wyglądu końskiego uzębienia nie da się oszukać, a dla doświadczonego weterynarza lub handlarza, wyrocznią jest wygląd końskiego uzębienia.

Tylko Steve wiedział, jak poprawić stan końskiego uzębienia i tylko on osiągał na rynku handlu końmi to, co dla innych pozostawało nadal jedynie marzeniem.

Ojciec Steve’a jr. był najsłynniejszym i najzamożniejszym handlarzem koni w powiecie Poock; swojemu synowi pozostawił znaczną na owe czasy fortunę. Czasy jednak zmieniły się na tyle, że Steve jr. postanowił pójść z duchem czasu i zajął się handlem samochodami, z końmi mechanicznymi (dla jasności w sprawie). Na rynku pojawił się właśnie Ford model T i Steve przeczuwał, że wkrótce każdy zechce mieć coś takiego pod domem zamiast konia. Od czasu do czasu sprzedawał, wzorem ojca dorodne rumaki ale był to już margines jego businessowej działalności. Ojciec na odchodne, przekazał mu jeszcze tajemnicę swojego handlowego sukcesu, zgodnie z porzekadłem „jak Cię widzą, tak cię koniu wycenią”, ale ten rodzaj zajęcia i stała obecność wykwalifikowanych wetrynarzy na wybiegu, nie gwarantowały już takiego sukcesu, jaki zanotował senior, ojciec Steve’a jr.

Steve jr. dzięki staraniu ojca ukończył 4 klasy szkoły realnej i w zasadzie na tym zakończył dalszy swój rozwój intelektualny. Cały jego wysiłek skupiony był teraz na nowym biznesie, to jest handlu samochodami nowymi i używanymi, co wkrótce okazało się jeszcze większą żyłą złota niż mu się z początku wydawało. Steve w swoim salonie wystawowym, zastosował prosty quiz: „powiedz, który samochód jest nowy a który używany”. Dla każdych 500 zgłoszonych przez klientów rozstrzygnięć, losowanie jednego z samochodów wskazywało klienta, który wybrał samochód jako nowy. On wlaśnie otrzymywał wygrany egzemplarz wystawowy. I tak da capo al fine. Klienci walili drzwiami i oknami, a Steve jak kiedyś tata, cieszył się opinią najlepszego sprzedawcy w Stanie. Wszystkie samochody w salonie Steve’a błyszczały nowością i świeżością, czego nie można powiedzieć o konkurencji.

Wnuk Steve’a, największego w swoim czasie handlarza końmi z powiatu Poock, oraz syn Stev’ea jr. z czwartego małżeństwa, słynnego handlarza samochodami z tegoż powiatu, postanowił także pójść z duchem czasu i mając 40 lat zajął się handlem komputerami. Ojciec niewiele go nauczył, od dziadka niczego się nie dowiedział bo się z nim nie zdążył spotkać, ale jedno zdanie utkwiło mu w pamięci i w przekonaniu o słusznosci czyli racji. „Ludzie lubią błyskotki, zwłaszcza te orginalne” (w domyśle unikalne). Mają się wtedy czym wyróżnić albo pochwalić, bez względu na cenę. Przekonanie o tym utwierdzał różnorodnością życiowych obserwacji. Postanowił, że jego komputery będą różniły się od innych tak bardzo, że wręcz będą to zupełnie inne komputery. Mnóstwo czasu poświęcał czytaniu opowieści science fiction, na wertowaniu nowości rozwiązań technologicznych w elektronice, na zainteresowaniu nowinkami świata techniki w ogóle. Wiedza ta owocowała zamówieniem specjalnej wersji komputera, który wyglądem przypominał futurystyczne lustro. W tym zwierciadle można było przeglądać się z równoczesnym powiększeniem dowolnej partii obrazu, a sterowanie „wydarzeniami” na ekranie, w pewnej części zależało od położenia gałek ocznych operatora. Oczami można sterować ustawiając bieg kursora na ekranie. Można też glosowo wydawać komendy. Zintegrowanie funkcji komputera, telewizora, radia i telefonu, było już prostą konsekwencją rzeczy.

Sukcess handlowy przeszedł najśmielsze oczekiwania Steve’a i niejako „powalił z nóg” część przemysłu elektronicznego. Projektanci form gadżetów oferowanych w salonie komputerowym Steve’a podpisywali umowy na 30 i więcej lat, z zastrzeżeniem, że naruszenie reguł gry, zaowocuje procesem odszkodowawczym na koszt pozwanego. Stąd żadne przecieki nie mogły mieć miejsca a konkurencja została szybko wyeliminowana. Mało tego, duża część budżetu została przeznaczona na wykupywanie form graficznych i przemysłowych oraz praw autorskich tych twórców, których podobieństwo form do projektów oferowanych przez salon Steve’a mogło być kojarzone.

I jeszcze drobiazg: dostawcy sprzętu dla salonu Steve’a, nie mogli sprzedawać ani dostarczać ani softwaru ani hardwaru, który zamawiał, komukolwiek innemu. Sprzęt, którym handlował, nie podawał danych ani nie mógł komunikować się z innym z tego zakresu, ktory znajdował się w zasobach konkurencji. Dostęp do internetu natomiast, miał być po prostu szybszy.

Steve uznany został w całej Ameryce a nawet na świecie za mistrza biznesu. Udowodnił on, wbrew największym malkontentom, że nawet gdy cała ekonomia tylko „zipie”, to wynalazca i przedsiębiorca, jeśli wie co i jak zaproponować konsumentom, może pokonać każdą przeszkodę. Steve nie zawahał się atakować przeszkód. U szczytu sukcesów połknęła go własna słabość. Oczywiście finansowo był wypłacalny i to nawet wielokrotnie, jako że należał do udanej pierwszej setki najgrubszych ryb. Zmarł na raka, którego nie udało mu się nabrać na smaczniejszy kąsek w innym ciele. Jak znamy Steve’a gdyby się do tego odpowiednio wcześnie zabrał, możemy się założyć o sto jego fortun, że poradziłby sobie i tym razem a dla powetowania kosztów leczenia i wykonania dalszego postępu dla uszcześliwienia kolejnych konsumentów, na rynku pojawiłby się w każdym jego nowym komputerze niewielki tester do wykrywania tej groźnej choroby. Kto z nas wtedy nie kupiłby tak uszlachetnionego testera bez względu na cenę?! Takiego obrotu spraw nawet stary handlarz końmi nie przewidział.

Syn Steve’a jr, Steve III był jeszcze w szkole podstawowej, kiedy dla wszystkich stało się jasne, że jego przyszłym zajęciem będzie handel. Było wtedy letnie popołudnie, kiedy już prawie że absolwent 4-tej klasy szkoły realnej poszedł otworzyć drzwi. W progu stał miły młodzieniec, domokrążca, sprzedający wisiorki. Steve III nie zainteresował by się towarem na pewno, gdyby jego uwagi nie zwrócił wisiorek u paska domokrążcy, do którego były przypięte inne kluczyki. Wisiorek ten miał kształt zbliżony do jednego z modeli komputerów, sprzedawanych już kilkanaście lat temu przez jego ojca i będący wówczas prawdziwym hitem. Nie udało mu się dowiedzieć gdzie młodzieniec nabył ów wisiorek, ale odkupil gadget za $15. Steve III udał się z nabytkiem do mamy, którą udało mu się przekonać, że najlepszym prezentem dla taty, będzie udana miniaturka komputera z czasu największej świetności. Pomysł chwycił. Steve za miniaturkę zażądał od mamy $40 i dostał co chciał.

Sprawa jednak na tym się nie zakończyła. Ojciec Steva III był zachwycony prezentem i matka Steve’ III, musiała z detalami opowiedzieć, jak do tego doszło. Następnego dnia, ojciec Steve’a, zapytał syna zupełnie od niechcenia, czy mógłby mu wskazać gdzie kupił wisior, bo chciałby zrobić taki sam prezent koledze. Steve III poczuł, że sprawa dopiero się zaczyna, ale znając ojca wiedział, że ten nie skończy poszukiwań, dopóki nie dopadnie domokrążcy. Miał rację. Kiedy opisał ojcu co i jak miało miejsce, młodzieniec pojawił się w drzwiach domu już po trzydziestu minutach w asyście muskularnych osiłków znanych ze stałej obstawy tatusia. Młody przyniósł więcej towaru.W trzy tygodnie po tym wydarzeniu, w pokoju ojca pojawiło się pudło pełne wisiorków z podobizną komputera. Pudło pochodziło ze sklepu, który ojciec Steve’a kupił tydzień wcześniej zupełnie nie wiadomo po co.

Steve III, jakkolwiek ojciec nie poświęcał mu szczególnie wiele uwagi, jeszcze mając sześć lat usłyszał od niego, że „ludzie lubią błyskotki, byle były orginalne”. Ojciec niewiele żądał od syna, ale tym razem polecił mu zapamiętać tę maksymę. Być może dlatego wybór owego wisiorka na prezent dla ojca, miał powodzenie zapewnione.

Steve III po ukończeniu najlepszego w kraju college’u podjął z sukcesem studia MBA na Harvardzie, które ukończył z wyróżnieniem. Wielu jego kolegów liczyło na jego dalszą karierę naukową. Byli nieco zaskoczeni, kiedy im w końcu powiedział, że od dawna nic innego nie interesuje go bardziej niż pozycja nr 1 na Wall Street.  W ciągu pierwszego roku praktyki u Goldman & Sachs, wykazał się takim zacięciem, że bezsprzecznie przypadł mu tytuł sprzedawcy roku. Na samym początku kariery, starzy wyjadacze podrzucili mu kukułcze jajo. Były to stare akcje firmy Enron, praktycznie już żadnego znaczenia. Steve III zorientował się o co chodzi jeszcze zanim je przejrzał. Nie upłynął tydzień a akcje Enronu znowu pojawiły się w obiegu, a szybki wzrost ich wartości wywołał lawinę komentarzy. Kiedy komisja d/s papierów wartościowych zaczęła przyglądać się uważniej pakietowi cudem ożywionych akcji, okazało się m.in. że Steve III opłacił nawet komentarz ekonomiczny w Times’ie, a ten nie zostawił przysłowiowej suchej nitki na dawno obumarłym Enronie. Wyglądało to na pierwszy rzut oka tak, jakby Steve III podcinał gałąź na której siedział. Samobójca? Równocześnie Komisja Papierów Wartościowych nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości w obrocie papierami Steve’a III. Szerokie uzasadnienie prac tej komisji zawierało podkreślenie skrajnej, niespotykanej rzetelności brokera, odpowiedzialnego za ożywienie ważnego sektora ekonomicznego. Steve otrzymał ofertę wiceprezesa, z apanażami o których jeszcze Wall Street nie słyszała. Po upływie roku, Steve III był już prezesem Goldman & Sachs. W podzięce za uprzejmość poręczenia, „sponsorom” szansy  rozwoju skrzydeł przy pomocy mocno zwietrzałych akcji, zarządził wypłatę dożywocia na poziomie dotychczasowych wynagrodzeń. Gdy najwięksi dziennikarze Wall S. Jurnal dopytywali go jak osiągnąć błyskawiczny sukces, powiedział im: „pochodzę z rodziny kupieckiej z tradycjami, mój pradziadek dbał o to, aby jego konie wyglądały na zadbane, mój dziadek dbał o to aby jego samochody były zadbane, mój ojciec zadbał o wygląd zewnętrzny komputerów i znów mu się udało, a ja zadbałem o to aby moi klienci zobaczyli to, na co gdzie indziej nie mają szans. Pokazałem im piękno takiej inwestycji. Jak sami widzicie skutecznie”.  Ludzie to esteci; zapłacą każdą cenę za błyskotki, byle były orginalne.

Kiedy Steve IV, syn znanego nowojorskiego bankiera Steve’a III obejmował urząd prezydenta USA w wieku lat 36, archiwiści szukający sensacji, przekopali wszystkie dostępne źródła. Wyniki były raczej mizerne. Któryś z nich znalazł tylko, że rodzinną tradycją, przekazywaną z dziadka na syna, była reguła „handlu orginalnymi błyskotkami”. Każdy wie, co to za reguła, ale zeby z tego powodu zostac prezydentem USA?! tego powodu zostać prezydentem?!

Steff Pascud

 

Related Articles

Share

About Author

Ivo Widlak, born July 5, 1978 in Knurów, Poland - international press, radio and tv journalist. He started as a very young reporter at weekly newspaper “Przeglad Lokalny”. Then he started hosting TV show for children and teenagers called “Kleks” on TVP Katowice. The same year, in 1995, wrote scripts and hosted “5-10-15”, another show for children and teenagers on TVP1 on Telewizja Polska. Later he co-developed and co-hosted “Twoj Problem Nasza Głowa” on Telewizja Wisła later TVN (Poland). In 1998 he moved to Warsaw to co-host “Rower Błażeja” on TVP1 on Telewizja Polska. During his career he worked for Radio Puls in Gliwice and Radio ZET in Warsaw. In 2001 he moved permanently to Chicago, and in 2004 he created and hosted own talk show titled “Ivo na zywo” and produced and hosted daily news program on TVPChicago broadcasted on Channel 34 WJYS. He also has been an editor-in-chief of a couple of popular internet news websites in Polish language. President of the Polish Cultural Institute in Chicago.

(0) Readers Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>